niedziela, 14 października 2012

Krótka historia przemyskich murów obronnych



      W chwili kiedy odnawiane są niektóre z ocalałych fragmentów miejskiego muru obronnego. Warto wspomnieć historię starych Przemyskich umocnień, które choć dziś w niektórych miejscach przypominają jedynie stertę cegieł i kamieni, to nieraz ratowały nasze miasto przed zniszczeniem, a być może naszych przodków przed śmiercią z rąk najeźdźców.

  Tatarzy, Kozacy, Siedmiogrodzianie, Wołosi, i nie tylko, któż z najeźdźców przez wieki nie stępił sobie oręża o przemyskie bramy? Nasza burzliwa historia nigdy Przemyśla nie oszczędzała. Położenie geograficzne miasta, oraz stosunki polityczno- militarne w przeszłych wiekach uczyniły z naszego miasta ważny strategiczny ośrodek obronny. Mający za zadanie odpierać głownie najazdy wschodnie. Jednocześnie, Przemyśl, jako duże miasto, należące bez pośrednio do samego króla, obfite w rzemiosło i handel, stanowiło łakomy kąsek dla  napastników i zwykłych grabieżców. Łakomy, ale na szczęście nie łatwy. Przemyśl bowiem, nie dość iż był ze swej bitnej a wręcz awanturniczej szlachty znany w całej ówczesnej Rzeczpospolitej, miał także dzielnych mieszkańców, którzy sami niejednokrotnie odpierali wrogie napady, ponadto posiadał niemałą infrastrukturę obronną, która to nieraz przeważała szalę zwycięstwa, na stronę obrońców.
W drugiej połowie XVII w. całe miasto otoczone było wysokim murem przed którym dodatkowo z zewnętrznej strony wykopany był głęboki rów. Utrudniający podejście do umocnień. Zaś po wewnętrznej stronie usypano wał ziemny, który ułatwiał obrońcom miasta wejście na umocnienia. Do miasta wówczas były cztery wejścia. Brama Lwowska (Senatorska) znajdująca się tam, gdzie dziś Plac na bramie. Wysoka, ze zwodzonym mostem i z pełniącym rolę barbakanu, dzisiejszym kościołem oo. Reformatów. Stamtąd droga wiodła na wschód, do Lwowa, tu też witano przybyszów ze wschodu, tych przyjaznych i tych nie do końca. Druga brama to Brama Grodzka (lub też Sanocka). Znajdowała się ona na ul. Grodzkiej, niedaleko jej skrzyżowania z ul. Waygarta i  ul. Piotra Kmity. Tam też był zwodzony most nad fosą. Stamtąd wiodły dwie drogi: jedna, stromo w górę, do zamku (ul. P. Kmity), druga w stronę Sanoka. Trzecią bramą, była Brama Wodna ( zwana też Krakowską) znajdowała się ona od północnej strony miasta. Przed tą bramą nie było fosy, tu San pełnił jej rolę. Dodatkowo znajdujący się po drugiej stronie kościół św. Trójcy wraz z klasztorem ss. Benedyktynek pełnił również rolę barbakanu. Pod bramą Wodną doznały smaku porażki wojska szwedzkie pod dowództwem Gen. Douglasa. Bitwa ta stanowiła ważny moment zmagań polskich ze Szwedami w 1656 roku. Czwartym dodatkowym wejściem do miasta była tzw. furta zamkowa, która pozwalała mieszkańcom zamku dotrzeć „na skróty” do Katedry. Bramy miasta zamykane były przed nocą, później nikt, niezależnie od stanu czy majątku nie mógł wjechać ani wyjechać z miasta. Zadecydowały o tym względy bezpieczeństwa. Nie jednak wszystkim podobało się owo zarządzenie, gdyż jedyna „wygodna” droga do Zamku Kazimierzowskiego wymagała przejazdu przez miasto, toteż nierzadko dochodziło do otwierania bram „gwałtem”, a nawet prób ich rozbicia, przez rodzimych porywczych notabli. W sprawie tej interweniować musiał sam król Zygmunt August podtrzymując zarządzenie o bez względnym zamykaniu przemyskich bram na noc, z wyjątkiem bardzo ważnych spraw niecierpiących zwłoki. Jednak nawet w takich przypadkach wymagana była zgoda władz miasta.     
Mury miejskie miały długość ok. 2km. Sięgały w niektórych miejscach wysokości drugiego piętra, ich grubość, na do dziś zachowanych odcinkach, sięga 4 metrów. Na murach oprócz umocnionych bram, znajdowały się także baszty. Większość baszt obsadzana była przedstawicielami konkretnych cechów rzemieślniczych i stąd też brały się ich nazwy. Były baszty : Kowalska, Krawiecka, Kramarska, Szewska, Piwowarska, Czapnicza, Kuśnierska, nieznana oraz tzw. obronny narożnik. Każdy z cechów był odpowiedzialny za obronę swojej baszty i najbliższego jej odcinka muru. Natomiast bramy obsadzone były odpowiednio: Lwowska – przez złotników i tkaczy, Grodzka przez bednarzy, Brama Wodna była pod opieką przemyskich żydów, natomiast furty zamkowej strzegli cyrulicy.
Umocnienia wokół miasta powstawały bardzo długo, prace przy nich rozpoczęto jeszcze w XIV w i potrwały aż do wieku XVII. Przemyskie mury powstawały z funduszy miasta oraz, dzięki ofiarności samych mieszkańców. Wysiłek pokoleń opłacił się w pełni, stosunkowo niedługo po ukończeniu murów, nastał szczególnie niebezpieczny czas na tych terenach, (1648 Powstanie Chmielnickiego) najazdy zdarzały się coraz częściej. Na szczęście walecznym Przemyślanom z pomocą solidnych obwarowań udawało się je skutecznie odpierać i ratować miasto przed zniszczeniem.
Odcinek muru który dziś podlega naprawie ma swoją odrębną historię. Został on wybudowany i ufundowany przez przemyskiego biskupa grecko-katolickiego (władykę) Antoniego Radyłowskiego, który to otrzymawszy od króla plac pod budowę wokół cerkwi w okolicach dzisiejszej wieży zegarowej, zobowiązany był jednakowoż wobec króla aby wybudować mur ochraniający miasto od południowo wschodniej strony. Władyka wybudował więc odcinek muru od dzisiejszej ul. Słowackiego do klasztoru karmelitów, pobudował budynki mieszkalne w tamtej części miasta i osiedlił w nim kler grecko-katolicki i ludzi bezpośrednio jemu podległych, stąd też ta dzielnica miasta nosiła miano Władycze. Dziś nazywa się tak jedna z tamtejszych ulic. Fragment muru ufundowany przez władykę miał kończyć się krzyżem. Dziś po krzyżu niema już śladu.
Koniec pięknej choć burzliwej historii przemyskich murów nadszedł w trakcie rozbiorów. Władze Austriackie niedługo po zajęciu miasta, rozkazały rozebranie murów obronnych. Do dziś pozostały ich tylko małe fragmenty głównie przy ul. Basztowej, w tym część muru ufundowana właśnie przez władykę  A. Radyłowskiego.
                                                                                                                                     Kamil Zarański