wtorek, 17 lutego 2015

Krasiczyn, czyli podróż w przeszłość.




Dziś wybierzemy się na mały spacer po pałacowym parku, zamkowych basztach i malowniczych krużgankach krasiczyńskiej perły, polskiej, renesansowo-manierystycznej, architektury. Znajdzie się tu coś dla zakochanych, coś dla miłośników historii i coś dla amatorów mrocznych opowieści... Przenieśmy sie zatem jeszcze raz w czasy: zamków, księżniczek i niespokojnych "kawalerów z fantazją".

            Jest połowa XVI w. ziemiami na których dziś znajduje się Krasiczyn włada Jakub z Siecina, protoplasta znakomitego rodu Krasickich. To z jego czasów pochodzą najstarsze elementy budowli, odnalezione wewnątrz dzisiejszych murów. Pierwotnie zamek był siedzibą warowną o charakterze stricte obronnym. Syn Jakuba, Stanisław Krasicki w drugiej połowie XVI wieku poważnie rozbudował ten obiekt nadając mu kształt i charakter zamku. To za jego sprawą budynek otrzymał cztery potężne, owalne baszty rozmieszczone na planie czworoboku, w sercu którego znajduje się obszerny dziedziniec otoczony wysokim murem. Całość wyposażona była w liczne strzelnice oraz zwodzony most nad okalającą zamek fosą.

            Jednak najwięcej z obecnego splendoru zamek zawdzięcza Marcinowi Krasickiemu, wnukowi Jakuba i synowi Stanisława. To on właśnie na przełomie XVI i XVII wieku pod kierunkiem włoskiego architekta Gelazzo Appiani, przekształcił typowo obronny zamek w bogatą i piękną rezydencję pałacową w stylu renesansowo- manierystycznym. Dokonał tego znacznie powiększając cześć mieszkalną obiektu, podwyższając mury i baszty oraz ozdabiając dziedziniec w malownicze krużganki. Ściany zamku ozdobiono sgraffitowymi dekoracjami zajmującymi łącznie powierzchnie  7 000m2 (!). Marcin przeniósł także bramę wjazdową i wzniósł nad nią wysoką, wieżę. Wtedy też każda z czterech baszt zyskała swój indywidualny charakter mający odzwierciedlać, porządek panujący w ówczesnym świecie. I tak:  zwieńczona kopułą zachodnia baszta zyskała miano "Boskiej" (w niej znajduje się bogato zdobiona zamkowa kaplica), północna baszta, wewnątrz której znajdowały się apartamenty dla wysokich dostojników kościelnych,  nazwana została "Papieską" i zwieńczona attyką (stanowiącą kopię papieskiej korony Klemensa VIII), wschodnia baszta z sześcioma małymi narożnymi wieżyczkami otrzymała miano "Królewskiej" ( w jej wnętrzu znalazły się Królewskie apartamenty), ostatnia zaś, południowa baszta zwieńczona kopią korony Zygmunta III Wazy nazwana została "Szlachecką", lub też "Rycerską".
            
Choć co prawda papież nigdy nie gościł w Krasiczyńskim majątku, to nie można powiedzieć aby baszty nazywane były "na wyrost".  Na zamku podejmowano wielu znakomitych gości, z których nie sposób nie wspomnieć o nuncjuszu apostolskim Cosmos'ie de Torres, który w tutejszej kaplicy podarował polakom poświęcony przez papieża miecz, zachęcając ich tym samym do walki z Turkami. W rezydencji Krasickich wielokrotnie gościli także królowie Rzeczpospolitej: Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz i August II Mocny.
            
     Po bezpotomnej śmierci Marcina Krasickiego, zamek trafił w ręce jego siostrzeńca i imiennika. Ten niestety znany  z hulaszczego trybu życia i awanturniczego usposobienia, mocno zaniedbał majątek. Późniejsze losy Krasiczyńskiego zamku są nieco bardziej zawiłe, kilka krotnie przechodził on z rąk do rąk, aż w XIX wieku zakupiony został przez Leona Sapiehę, i pozostał własnością rodu aż do1944 roku. To właśnie rodzinie Sapiehów zawdzięczamy obecny kształt zamkowego parku, gdzie wśród cienistych alejek i romantycznych zaułków, możemy odnaleźć liczne stare drzewa (dęby i lipy) sadzone niegdyś wraz z narodzinami kolejnych potomków rodu.
            Niestety małżeństwu księcia Leona Sapiehy i Jadwigi z Zamoyskich, Krasiczyński majątek nie przyniósł szczęścia. Za swojego życia pochowali oni siedmioro przedwcześnie zmarłych dzieci. Przyczyną większości. zgonów była szalejąca wówczas epidemia cholery. Jednakże ze śmiercią ich 16 letniej córki, Zosi Sapieżanki wiąże się pewna interesująca legenda.
            Zosia była ukochaną córeczką książęcej pary. Jeszcze, jako dziecko zaprzyjaźniła się ona z niejakim Stasiem, ubogim chłopcem mieszkającym wraz z matką na zamku. Uwielbiali się ze sobą bawić i spędzać razem każdą wolną chwilę. Początkowo rodzice księżniczki nie mieli nic przeciwko niewinnym zabawom, ale czas płynął i kiedy dzieci weszły w wiek młodzieńczy, zrodziła się między nimi wielka i gorąca miłość.

Książę Leon nie mógł tego zaakceptować - Księżniczka, z "byle przybłędą"?! To dopiero byłby mezalians!- rozumował zapewne Sapieha.

            Chcąc zapobiec skandalowi, książę w tajemnicy wydalił z zamku Stanisława wraz z matką. Wkrótce też uradzono, że Zosię należy czym prędzej wydać za mąż. Oczywiście za kawalera odpowiedniego jej stanem i majątkiem. Kiedy nastolatka poznała rekomendowanego jej przez rodziców kandydata, zbladła. Naprzeciw niej stanął bowiem bogaty i szpetny starzec. Rozgoryczona Zosia powiedziała rodzicom, że idzie do kaplicy, aby się przed ślubem pomodlić i poprosić Boga o błogosławieństwo. Matka zgodziła się, jednak nie spuszczała córki z oka. Zosia minęła wejście do kaplicy i szła dalej zamkowym krużgankiem. Gdy dotarła do zegarowej wieży, weszła na sam jej szczyt, i... runęła wprost na zamkowy dziedziniec. Matka, choć podążała za Zosią nie zdążyła jej powstrzymać. Na ratunek było już niestety za późno. Księżniczka Zosia w chwili śmierci miała zaledwie 16 lat.

           








Od tej chwili gdy Krasiczyński zamek spowiją ciemności a głucha noc ciszą zadźwięczy w zamkowych murach, po zdobnych krużgankach przemyka jeszcze, odziana w ślubną, niczym z mgły utkaną, suknie postać nieszczęśliwej Zosi. Czasem też przechadza się ona powoli po zamkowym parku, ze smutkiem wyglądając swego ukochanego Stasia...

Ale, to przecież tylko legenda... a może nie tylko?
Przekonajcie się sami.

 kjz


(opublikowano na łamach portalu www.podkarpaccy.pl)