wtorek, 17 lutego 2015

Galicyjscy Żydzi





Dzisiaj chciałbym opowiedzieć Wam o dawnych mieszkańcach ziem które dziś nazywamy Podkarpaciem czy ściślej województwem Podkarpackim. Tajemnicą poliszynela jest iż tereny te o ogromnie burzliwej i ciekawej historii były od niemal zawsze zamieszkiwane przez ludzi różnych narodowości i wyznań, tworzących razem barwną mozaikę etnograficzną, która stała się żyzną glebą dla rozwoju galicyjskiej kultury. W XIX wieku Galicja była jednym z najgęściej zaludnionych terenów europy środkowo-wschodniej. Na ówczesny tutejszy żywioł składały się głównie trzy odmienne społeczności Polska, Ukraińska (Ruska) i Żydowska. Tym razem skupimy się na tej trzeciej. 
Galicja to dla diaspory żydowskiej miejsce szczególne, w stolicy regionu Lwowie przed wojną znajdowało się trzecie co do wielkości skupisko żydów na świecie. Ale i w innych miastach regionu mieli oni wówczas znaczącą reprezentacje. Z tej społeczności zrodziło się wiele wybitnych osobowości takich jak Elimelech Weissblum, Otto Axer czy Bruno Schulz tu zresztą swój początek wzięło kilka znamienitych rodów i społecznych ruchów. Diaspora Żydowska, wnosząc trudny do przecenienia wkład w kulturę i historię regionu pozostawiła po sobie wiele pamiątek w postaci architektury, przedmiotów sakralnych  a także w sferze kultury niematerialnej. Przenieśmy się zatem na chwilę w tamten magiczny świat.


Pierwsza odnotowana w piśmie obecność żydów na ziemiach polskich miała miejsce w Przemyślu ok. roku 1030. W miarę jak nasilały się nastroje antysemickie w europie coraz więcej wyznawców judaizmu osiedlało się w Polsce, gdzie stosunkowo tolerancyjna ludność autochtoniczna oraz przychylne izraelitom prawo ustanowione przez króla Kazimierza Wielkiego uważanego za wielkiego protektora narodu żydowskiego, pozwalało żyć, pracować i rozwijać się we względnie dobrych warunkach. To też na nasze tereny przybywali Żydzi z całej Europy: z Niemiec, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Czech oraz Rusi (często potomkowie mieszkańców Kaganatu Chazarskiego, a więc jedynego niesemickiego państwa które przyjęło judaizm). Nasze tereny stały się więc miejscem spotkania szerokiej i wewnętrznie zróżnicowanej diaspory żydowskiej z całego kontynentu, swego rodzaju: „Europejską ziemią obiecaną”. Liczba żydowskich mieszkańców Galicji rosła dynamicznie. I tak w 1625 roku w Przemyślu mieszkało już więcej żydów aniżeli chrześcijan. W Rzeszowie Żydzi pojawili się na przełomie XV i XVI wieku, utrzymywali się oni głównie z dzierżawy młynów, oraz handlu, suknem, winem i płótnem. To oni osiedlając się w okolicach dzisiejszego Placu Wolności dali początek dzielnicy Nowe Miasto. Tam też na przełomie XVI i XVII wieku powstała pierwsza synagoga zwana starą. W 1674 w Rzeszowie mieszkało już ok. 1400 osób wyznania mojżeszowego, a zatem więcej aniżeli chrześcijan. Ta przewaga utrzymała się w mieście jeszcze w okresie międzywojennym, kiedy mówiono o Rzeszowie nawet: „Galicyjska Jerozolima”.
W tym samym czasie, stolica Galicji, Lwów był trzecim co do wielkości skupiskiem społeczności  Żydowskiej na świecie. W 1941r. We Lwowie przebywało ok. 150 000 żydów. Żeby poczuć atmosferę tamtego miasta polecam krótki film dokumentalny nagrany w 1938 roku „Jewish Life in Lwow”, który można bez większych problemów odnaleźć w internecie. Ale Lwów to materiał na zupełnie inną juz opowieść, my zaś skoncentrujmy się na tej części Galicji która teraz znajduje się w granicach naszego województwa.

Tu bowiem również nie brakuje miejsc niezwykle ważnych dla międzynarodowej żydowskiej społeczności. Nie da się tu nie wspomnieć o Leżajsku w którym żył i nauczał cadyk Elimelech Weissblum –jedna z bezsprzecznie najważniejszych postaci ruchu chasydzkiego na świecie. Na jego grób który znajduje się na kirkucie w Leżajsku co roku z okazji urodzin cadyka przyjeżdżają chasydzi nawet z najodleglejszych części globu. Ale kim był Elimelech Weissblum? Oprócz tego , że był on guru ruchu religijnego, to był także mędrcem, filozofem, człowiekiem wielkiej wrażliwości i łagodności powtarzającym stale aby „zło zwyciężać dobrem”. Zwykł też mawiać, że w rzeczach pięknych, dobrych czy choćby smacznych zawarta jest boskość i musimy nauczyć się ją tam dostrzegać.
Przypisywano mu wiele cudów, a jego postać już za życia obrosła legendą, w swojej ciepłej i łagodnej mądrości nie zatracił jednak skromności i dystansu do siebie. Wiąże się z tym pewna zabawna anegdota:
Pewien przybyły z Węgier pielgrzym na jednej z ulic Leżajska zaczepił przechodnia pytając: „Czy mógłbyś mi proszę, wskazać drogę do domu wielkiego Rebbe Elimelecha?” Przechodzień wzniósł oczy ku niebu i ze zdziwieniem odrzekł: „Chcesz mi  powiedzieć, że przybyłeś aż z Węgier, żeby zobaczyć tego „Rebbe z Leżajska”? Czyż te przesadzone i upiększone plotki o nim dotarły już tak daleko? Znam Rebe Elimelecha osobiście i mówię ci, że ten człowiek jest absolutnym zerem. Obawiam się, że straciłeś sporo czasu i pieniędzy z powodu głupich plotek.”
Gość był oburzony: „Ty mały nikczemny człowieku!” -zagrzmiał- „Co ty wiesz?!” Zwyczajnie nie masz pojęcia o niczym co duchowe i święte!” Rozwścieczony przybysz odwrócił się na pięcie i poszedł w swoja stronę.
Gdy kilka godzin później udało mu się już odnaleźć dom wielkiego cadyka, o mało nie zesłabł, okazało się bowiem, że człowiek którego wcześniej zbluzgał na ulicy i Wielki Rebe Elimelech to jedna i ta sama osoba.
Pielgrzym począł pośpiesznie przepraszać mędrca i błagać go o wybaczenie.
„Dlaczego się tak gorączkujesz odpowiedział Rebe? Nie ma powodu byś miał mnie przepraszać. Powiedziałem ci prawdę i to co ty mi odpowiedziałeś, też było prawdą.”
Elimelech Weissblum był także znakomitym nauczycielem z którego szkoły wyszło kilku kolejnych rabinów i cadyków stanowiących kamienie milowe w historii chasydyzmu m.in: Jakub Ichaak Horowitz (zwany widzącym z Lublina) oraz Menachem Mendel z Rymanowa (jeden z 3 głównych przywódców chasydyzmu w Polsce.)

Z Rymanowem wiąże się także postać laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki- Isidora Isaaca Rabi, który to poświęcił się badaniom nad promieniowaniem jądrowym. W portalu Wirtualny Sztetl, który stanowi nieocenione źródło wiedzy o tamtych czasach odnajdujemy taki oto opis Żydowskiego Rymanowa. „W 1870 r. gmina żydowska liczyła 1183 osoby i posiadała 2 synagogi, 3 rabinów, szkołę religijną z 60 uczniami oraz działały na jej terenie 2 stowarzyszenia. Rabinem kahalnym był Berisch Preger. W 1886 r., miasto miało 3262 mieszkańców, w tym 1391 Żydów. Oskar Kolberg, który w tamtym czasie odwiedził właścicieli dóbr rymanowskich, zanotował: W Rymanowie co krok spotkać się musisz z Żydem najstarszego autoramentu, z wygoloną głową i pejsami, w olbrzymim kapeluszu lub czapce z futrem (damy izraelskie dawny strój zupełnie zarzuciły) i słyszeć żargon żydowski.”

Społeczność galicyjskich żydów wydała na świat wielu znakomitych swoich synów, którzy zasłynęli nie tylko na gruncie lokalnym ale często też międzynarodowym, byli wśród nich artyści, naukowcy, politycy i ludzie biznesu. To w dużej mierze dzięki nim utrwalił się w tamtym czasie pozytywny wizerunek tego regionu.
Przedwojenna Galicja czerpała inspiracje ze swojej różnorodności a w obszarze kultury, dla innych regionów polski stanowiła obiekt do naśladowania. Co można dostrzec w wielu przedwojenny filmach, słuchowiskach radiowych czy literaturze z tamtego okresu.
Świat galicyjskich żydów niestety już się dokonał, dziś pozostały nam tylko pamiątki tego jak barwnym i wielokulturowym miejscem była niegdysiejsza Galicja. Ale wystarczy tylko trochę czasu i wyobraźni aby odnaleźć w otaczającym nas pejzażu ślady minionego: w budowlach, w lokalnych zwyczajach, czy w drobnej ornamentyce, którą tak często mijamy bezwiednie. Wystarczy zatrzymać się chwilę i zastanowić, jak kiedyś musiały wyglądać nasze galicyjskie/podkarpackie miasta i miasteczka, gdzie były jakie dzielnice, gdzie stały synagogi a gdzie cerkwie i kościoły. Miejsca takie potrafią bowiem działać niczym wehikuł czasu, musimy tego tylko chcieć...




kjz

(zdjęcia Robert Jankowiak)
(opublikowano a łamach portalu www.podkarpaccy.pl)