sobota, 6 października 2012

Pnikut. Polska wieś na Ukrainie


      Dziś często jesteśmy świadkami debaty, gdzie kończy, a gdzie zaczyna się Polska. Dla jednych Polska, to polityka, dla innych geografia, jeszcze dla innych biurokracja. Wbrew im wszystkim chcę dziś przedstawić państwu Pnikut –wieś która jest dowodem na to, że Polska może być wszędzie tam gdzie noszą ją w sercach Polacy.

       Wieś Pnikut leży ok 30 km w linii prostej od Przemyśla. Dziś to rejon Mościski, Obwód Lwowski, Ukraina. Niegdyś bliska okolica przemyśla, bezpośrednio związana z nim: historią, tradycją, kulturą i więzami rodzinnymi mieszkańców. Dziś pomiędzy tymi miejscowościami znajduje się granica. Aby pojechać z Przemyśla do Pnikuta, lub z Pnikuta do Przemyśla trzeba mieć paszport , czasem wizę, trzeba też odstać swoje w kolejce na którymś z przejść granicznych, trzeba się tłumaczyć: po co, gdzie, na jak długo, co ze sobą wieziemy. Polityka niema jednak władzy zwierzchniej nad kulturą, nigdy jej niemiała, jak i nad uczuciami ludzkimi, nigdy nikomu nieudało się w pełni zapanować. W Pnikucie choć politycznie rzecz biorąc Polski niema już od 73 lat. Wciąż jednak słychać język polski na ulicach, w święta państwowe widać polskie flagi, w kościele, w szkole w umysłach i na ustach mieszkańców wciąż pełno jest polski. Do dziś większość mieszkańców Pnikuta czuje się Polakami. Choć nie jest im łatwo, to jednak od nich moglibyśmy się uczyć patriotyzmu.
      Podróż swoją zaczynamy na przejściu granicznym w Krościenku, bo tam szybciej, łatwiej i przyjemniej możemy przedostać się na drugą stronę granicy. Po niespełna 1,5 godziny jesteśmy już na Ukrainie. Postanowiliśmy pojechać przez Dobromil. Choć drogi są tam w tragicznym stanie, naprawdę warto chociażby dla widoków jakie mijamy po drodze. Tu w okolicach Dobromila są piękne lasy, pagórki oraz wsie, takie jakich w Polsce próżno już dzisiaj szukać. Po około 2,5 godziny jesteśmy na miejscu w Pnikucie. Kto bywał tam i zna stan dróg w tamtym rejonie ten nie zdziwi się dlaczego zajęło nam to aż tak długo.
W dolinie pomiędzy pofałdowanymi pagórkami leży Pnikut. Wokół łąki, pastwiska, lasy a także liczne jeziorka i oczka wodne w upalne dni chętnie odwiedzane przez mieszkańców. We wsi dwa sklepy szkoła, piekarnia, poradziecki pomnik oraz wybijające się dumnie ponad inne zabudowania wieże: kościoła rzymskokatolickiego oraz cerkwi prawosławnej. Przez środek wsi przechodzi droga powiatowa relacji Sambor –Mościska, od niej odchodzą boczne wokół których Pnikut rozlewa się po dolinie. Środkiem doliny płynie potok zwany przez miejscowych „Siecza” lub też „Podwolszczyna”.
      Zatrzymujemy się na plebani, gdzie proboszcz ks. Stanisław Węgrzyński użyczył nam przytulny  kąt do spania. Ks. Węgrzyński pełni posługę kapłańską w Pnikucie od 19 lat, od 17 jest proboszczem tamtejszej parafii. Pochodzi z Bieszczad, zanim trafił do Pnikuta był kapłanem diecezji przemyskiej. Zapytaliśmy proboszcza czym różni się posługa kapłańska w takiej parafii jak Pnikut od posługi pełnionej w parafiach w Polsce:  - W kwestii formalnej, różnice są niewielkie, wszystkie nabożeństwa odprawiane są w języku polskim, nauczanie , oraz działalność społeczna kościoła nie odbiega  od pełnionej w innych parafiach. Natomiast tutaj ludzie podchodzą bardziej poważnie do spraw wiary, są bardziej aktywni w życiu parafii. Nikt ich do niczego nie zmusza, sami są chętni, codziennie uczestniczą w mszach świętych, młodzież dobrowolnie przychodzi na katechezy, chociaż nie są one obowiązkowe, nie odbywają się w szkole, tylko w salce parafialnej ,  i nie w czasie lekcyjnym, a po lekcjach. Nigdy też niebyło problemów z dyscypliną na katechezach, tu mieszkańcy szanują kościół i sprawy wiary, między innymi dlatego bo mają w pamięci ile kosztowało ich wysiłku odzyskanie kościoła dla wiernych-. Pnikut był pierwszą miejscowością w całym ZSRR, w której komunistyczne władze oddały kościół do dyspozycji wiernych, było to w 1987 roku. Przyczyniły się do tego lata starań, próśb wniosków, delegacji do: Lwowa, Kijowa i Moskwy. Wszystko to mieszkańcy robili sami z własnej inicjatywy i za własne pieniądze. Wcześniej przez 30 lat pomimo represji ze strony sowieckiej władzy nie oddali kluczy do kościoła, sami, bez księdza zbierali się w nim, modlili się wspólnie i śpiewali. Władze nałożyły na mieszkańców ogromny podatek za kościół, cała wieś składała się i płaciła go wspólnie, aby nie odebrano im budynku kościelnego.

Relacje dobro/zło sąsiedzkie

     Wyszliśmy na wieś, aby porozmawiać z mieszkańcami, gdziekolwiek byliśmy, i z kimkolwiek nie rozmawialiśmy witano nas uśmiechem i mocnym uściskiem dłoni. Pnikuczanie są bardzo gościnni i rozmowni. Wszyscy z którymi rozmawialiśmy, świetnie posługiwali się językiem polskim, z charakterystyczną wymierająca już w  Polsce „Lwowską Gwarą”. 
Przed II wojną światową w Pnikucie mieszkali praktycznie sami Polacy, po wojnie sytuacja ta uległa zmianie , wiele osób wyjechało do polski jako repatrianci, do Pnikuta zaczęli przyjeżdżać nowi osadnicy zwykle Ukraińskiej narodowości. Dziś jak deklarują mieszkańcy w Pnikucie jest w dalszym ciągu więcej Polaków jak Ukraińców, przy czym te liczby coraz bardziej zbliżają się do siebie. Sąsiednie wsie od wieków zamieszkiwane były głównie przez Ukraińców. Toteż niełatwe czasem stosunki Polsko-Ukraińskie znalazły i tu odbicie. Dziś jak określają mieszkańcy, są one dobre. Zapytaliśmy starszej pani, Zofii Wiącek, Polki, wieloletniej mieszkanki Pnikuta jak dziś Polacy żyją ze swoimi ukraińskimi sąsiadami. –Bardzo dobrze, jak na dzień dzisiejszy. Chodzą sobie pomagają, nawzajem jak potrzeba. Na weselach się nie bija, na dyskotekach też nie.  Jak było 650 lecie Pnikuta, to ja ułożyłam taką piosenkę[…]:
Dzisiaj do Pnikuta goście się zjechali żeby jubileusz odświętować z nami
Niech żyje wolność, wolność i swoboda i niech żyje Pnikut a w Pnikucie zgoda.
Nasza piękna młodzież bezpiecznie się czuje, czasem i brat bratu zęby porachuje
W następny dzień z rana już piją na zdrowie , Polak z Ukraińcem razem leżą w rowie.”- humorystycznie podsumowała pani Zofia Wiącek.
Wiktor Dorosz wiceprezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemii Lwowskiej oddział w Pnikucie, również uważa stosunki pomiędzy sąsiadami różnej narodowości za dobre. –Jak twierdzi nie wszędzie na Ukrainie tak jest, Polacy są różnie traktowani, w różnych miejscach, ale w Pnikucie pod tym względem jest naprawdę w porządku-.
Ks. Stanisław Węgrzyński określa aktualne stosunki polsko ukraińskie jako dobre, choć jak mówi zdarzają się przypadki dyskryminowania Polaków. Stanowią one jednak Rzadkość. Konflikty między mieszkańcami Pnikuta będącymi różnej narodowości zazwyczaj mają całkiem inne podłoże, jak twierdzi proboszcz- Czasem jeśli się zdarzy, że komuś kura wejdzie w grządkę, to się zacznie od kury, a skończy na polityce.-ale jak twierdzi proboszcz sprzeczki te nie mają większego znaczenia.
Tu nie mówi się o pojednaniu, o pojednaniu mówi się w telewizji, tu ono się dokonało. W Pnikucie Polacy z Ukraińcami żyją w zgodzie  z dnia na dzień. Owszem zdarzają się czasem osoby, które prezentując nacjonalistyczne poglądy zatruwają ducha wzajemnego współistnienia. Są one jednak zazwyczaj w sposób naturalny odsuwane i marginalizowane przez społeczność Pnikuta. Ogromną rolę w podtrzymywaniu dobrych stosunków w miejscowości odgrywają duchowni obydwu Pnikuckich świątyń. Kapłani obydwu obrządków wspólnie obchodzą święta, biorą wspólnie udział w obchodach rocznic, ważnych dla   miejscowości. To ważne, by zgoda była podparta autorytetem kościoła i cerkwi.


Dumni i świadomi

     Polacy w Pnikucie są zorganizowani i świadomi swojej historii. W Pnikucie działa oddział Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, skupiającego w swoich szeregach większość Polskich  mieszkańców miejscowości. Wokół TKPZL, a także wokół parafii Rzymsko-katolickiej w Pnikucie dochodzi do wielu inicjatyw, organizowane są obchody Polskich świąt państwowych, rocznic ważnych dla wsi wydarzeń. Wiele inicjatyw wypływa także ze strony Stanisława Żółkiewicz, znanego przemyślanina, byłego wicewojewody przemyskiego, który urodził się i wychował w Pnikucie, jest on bezpośrednio zaangażowany w życie pnikuckiej społeczności oraz w pomoc jej członkom w organizacji różnych przedsięwzięć zarówno kulturalnych jak i społecznych. Jest między innymi inicjatorem odremontowania nagrobków zasłużonych pnikuczan. Stanisław Żółkiewicz niejednokrotnie podkreśla miejsce swojego urodzenia i jest z niego dumny. Jednak nie tylko on, mieszkańcy Pnikuta znają dobrze swoją historię, nie tylko osoby starsze, ale także dzieci i młodzież. Tradycje patriotyczne przekazywane są tu w domu z ojca na syna, z dziadka na wnuka. Tak tez przetrwała pamięć o ważnych wydarzeniach historycznych dotyczących miejscowości oraz o miejscach ważnych z historycznego punktu widzenia. A historię Pnikut  ma za sobą taką iż niejedno miasto mogło by pozazdrościć.

Krótki szkic historyczny

Pierwsza wzmianka o Pnikucie pochodzi z 1359 roku. Już w 1385 odnajdujemy zaś wzmiankę o kościele rzymskokatolickim w tej miejscowości, co stanowiło w owym czasie na tych ziemiach raczej ewenement. Przyczyną tego jest prawdopodobnie fakt iż właścicielem wsi była kapituła biskupów Przemyskich. W 1648 na Pnikut napadają Kozacy, zabijają księdza przy ołtarzu, a drewniany kościół wraz z zgromadzonymi w nim ludźmi palą. W 1672 mieszkańcy Pnikuta biorą udział w pogromie tatarów, którzy wcześniej napadli na Przemyśl, a któremu  to pogromowi dowodził o. Krystyn Szykowski.  Po tych wydarzeniach w pod-pnikuckim lesie, w miejscu pochowania obrońców i Przemyśla i Pnikuta, powstaje tak zwana kalwaryjka będąca celem procesji aż do dnia dzisiejszego. Pierwsza wojna światowa powoduje poważne zniszczenia w Pnikucie. Okres między wojenny to czas rozwoju i wzrostu liczebności mieszkańców, powstają liczne organizacje społeczno-wychowawcze , jak i polityczne , w Pnikucie. Pnikut staje się prężnie działającym ośrodkiem „Ludowców”.  W 1921 w Pnikucie żyło 1453 Polaków oraz 10 żydów. W trakcie II Wojny światowej front 4 krotnie przechodzi przez miejscowość, czyniąc straty nie tylko w dobytku ale i w ludziach. W Pnikucie działa mocno ruch oporu prowadzący akcje dywersyjne w stosunku do Niemców oraz akcje odwetowe w stosunku do Ukraińskich nacjonalistów. W Pnikucie odbierane są zrzuty broni, amunicji i prowiantu dla powstańców, zrzuty przeprowadzają brytyjskie samoloty. Po wojnie w ramach ustaleń Jałtańskich Pnikut znalazł się po drugiej stronie granicy, w ZSRR, mają miejsce prześladowania ze strony władz radzieckich, na Polakach szczególnie tych związanych z podziemiem demokratycznym. W trakcie obydwu fal repatriacji wiele Pnikuckich rodzin wyjechało głownie na Śląsk i w okolice Przemyśla. Do 1987 roku trwały zmagania z władzami o odzyskanie kościoła na potrzeby wiernych. W 1991 Związek Radziecki upada , Pnikut znajduje się w niepodległej Ukrainie.     

Więzy krwi i historii



 W trakcie repatriacji wiele osób wyjeżdżających z Pnikuta wybrało sobie na nowy dom właśnie Przemyśl. Dziś kiedy przechadzamy się po Pnikucie często możemy napotkać samochody o przemyskich tablicach rejestracyjnych. Wielu mieszkańców Przemyśla pochodzi z Pnikuta, wielu ma tam do dziś rodzinę. Pnikuczanie podobnie postrzegają Przemyśl, jest to im miasto bliskie. Starsi spośród nich pamiętają jeszcze czasy kiedy jeździło się do Przemyśla na Targ. Jak opowiada pan Stanisław Żółkiewicz , -Przemyśl był zawsze bliski Pnikutowi , to było to miasto do którego jeździło się coś załatwić, zrobić jakieś poważniejsze zakupy, Lwów, był niedostępny, był zbyt duży i odległy.  Mieszkańcy Pnikuta postrzegali Przemyśl jako swoje miasto.
Ważne jest aby dziś pomimo iż historia potoczyła się tak a nie inaczej dla tej jakże barwnej i ciekawej miejscowości, aby więzy łączące Pnikut z naszym miastem nie osłabły. Aby Pnikucznie przyjeżdżając tu czuli się nadal jak u siebie, jeśli nie z uwagi na stare czasy to na fakt iż Przemyśl jest jedną z naprawdę niewielu ostoi  kresów na ziemiach polskich. Pnikut zaś, to mała część polski która gdzieś na zakręcie historii, wypadła  poza nawias Polskiej państwowości, ale nie poza nawias ojczyzny.

                                                                                                                                              kjz
                                                                                                                               
(Opublikowano na łamach Gazety Przemyskiej)

( foto Kamil Sagan)